Czas na miłość

Natalia Małozięć
Ten wpis bierze udział w konkursie: "Siła rodziców drzemie w blogosferze" - zagłosuj na niego udostępniając go na Facebooku.

Od jakiegoś czasu w sieci krąży historyjka o chłopcu, który pyta swojego zapracowanego ojca ile ten zarabia na godzinę. Ojciec natychmiast irytuje się pytaniem syna, strofuje go i w końcu odpowiada. Kiedy chłopak prosi ojca o pożyczenie połowy wymienionej sumy, ojciec oskarża go o egoizm i bezmyślność w wydawaniu pieniędzy. Stawia za przykład siebie – człowieka zapracowanego, a syna wygania do łóżka. Po godzinie przemyśleń, ojciec zmienia nastawienie do prośby syna. Idzie do niego, podejrzewając że potrzebuje pieniędzy na coś ważnego.



Tłumaczy się z wcześniejszej, ostrej reakcji i wyciąga pieniądze. Irytacja jednak powraca, kiedy widzi, że chłopiec podobną kwotę wyciąga spod poduszki. Na pytanie taty, po co mu więcej pieniędzy, chłopiec uradowany odpowiada: „Ponieważ nie miałem dość, a teraz już mam. Tatusiu, uzbierałem już 100 dolarów. Czy mogę teraz kupić godzinę Twojego czasu? Proszę, wróć jutro wcześniej do domu, żebym mógł z tobą zjeść kolację…”.

Ta opowieść, jeśli nie jest prawdziwa, jest bardzo prawdopodobna. Jak w krzywym zwierciadle, możemy zobaczyć samych siebie. Rodziców, których trzeba kupić, aby mieć ich dla siebie.
Wychowawczyni w przedszkolu inicjuje dyskusję o sposobach spędzania czasu przez dzieci. Starsze przedszkolaki zapytane o to, co w co bawią się w domu, spontanicznie opowiadają: „mama się ze mną wcale nie bawi”, „tata nie ma dla mnie czasu”, „muszę bawić się sam i wtedy jestem smutny”.
Takie odpowiedzi wciąż zaskakują. Rodzice przedszkolaków, podobnie jak ojciec z powyższej historii, zostają rażeni piorunem, biją się w piersi, czasem płaczą.

Życie na czas i brak czasu na życie. Coraz częściej piszą o tym media i okazuje się, że zaczęły o tym mówić również dzieci.

Możemy brutalnie powiedzieć: „Sorry, takie mamy czasy i trzeba się dostosować”. Mama i tata muszą dużo pracować.
Możemy coraz później odbierać nasze dzieci z przedszkola i potem w ramach rekompensaty gnać z nimi na zajęcia dodatkowe.
Możemy zatracić się w pracy i odreagowywać stresy poza domem.
Możemy poświęcić się karierze i mówić: „szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko”.
Możemy być mamą i tatą raz w tygodniu i mówić: „To nie ilość, ale jakość czasu jest ważna”.
Możemy zostawiać dzieci z opiekunką a potem obsypywać je wymarzonymi prezentami.

Ale matki natury nie uda nam się oszukać. Bo dziecko, żeby zdrowo się rozwijać, najbardziej potrzebuje mamy i taty. A brak rodzicielskiej uwagi jest dla niego największą karą.
Dzieci, podobnie jak dorośli, mają instynkt, który pomaga im zaspokoić najważniejsze potrzeby: miłości i bezpieczeństwa. Nawet jeśli nie mają jeszcze pełnej świadomości i nie zawsze potrafią nazwać, to co czują. Wiedzą, że coś jest nie tak i wysyłają nam, rodzicom, różne sygnały. Nie zawsze jasne, ale zawsze ważne. Na przykład: w nieskończoność przedłużają karmienie piersią (bo mama była cały dzień w pracy a dziecko z opiekunką), nie chcą wieczorem położyć się spać (bo mama późno wraca z pracy i nie zdążyły się nią nasycić), nie odstępują na krok taty, który jest w domu tylko w weekendy, symulują chorobę lub złe samopoczucie (żeby zostać w domu z rodzicem), moczą się w nocy, są agresywne lub po porostu smutne.

Niewątpliwie istnieje problem. Spory i ważny. Można go nie widzieć albo udawać, że się nie widzi. Konsekwencje naszej, rodzicielskiej nieobecności i bierności mogą być jednak bolesne.

Co robić?
● dawać dzieciom przede wszystkim siebie - mieć „czas na miłość” dla swojego dziecka – wspólny czas na coś miłego (spacer, rozmowę, poturlanie się na dywanie, zabawę, czytanie książki, nawet wspólne obejrzenie bajki)
Specjaliści radzą, że lepiej 15 min codziennie niż 2h tylko w niedzielę. I dobrze, żeby robić coś, na co ma ochotę nasze dziecko, tzn. podążać za nim.
● rozmawiać z naszym dzieckiem (o tym co przeżywa i co myśli, co je cieszy, smuci, denerwuje)
● starać się, aby dom był miejscem dla rodziny, a nie głównie dodatkowym miejscem pracy
● wspólnie rozmawiać o ważnych sprawach i planowaniu czasu rodzinnego
● obserwować nasze dziecko (każdą zmianę w zachowaniu) i nie lekceważyć aktualnych informacji z przedszkola czy szkoły
● zastanowić się, czy pierwsze lata życia naszych dzieci to najlepsza pora na intensywne rozwijanie kariery zawodowej?

Mieć świadomość czegoś, to zrobić pierwszy krok do przodu. Trzymać kurs i znać wartość naszych wysiłków, to wygrać. Mieć czas na miłość.
Zapewniamy nasze dzieci, że bardzo je kochamy i są dla nas najważniejsze. Pokażmy im, że tak jest.
Tego życzę sobie i wszystkim Rodzicom.
Trwa ładowanie komentarzy...